W każdym miejscu na świecie można znaleźć cmentarzysko zapomnianych płyt winylowych. Miejsce, gdzie leżą zakurzone, niechciane małe i duże czarne krążki, pełne muzyki, której nikt już dzisiaj nie słucha. Czasem są wystawione za kilka złotych (lub euro), a czasem nawet stoją gdzieś z boku w pudle „za darmo”. Takie właśnie pudło odnalazłem w rogu na półpiętrze w sklepie Vinylla w Rydze.

Sklep mieści się przy Lāčplēša iela 31, w samym sercu Rygi. Już od progu uderza specyficzna, niemal domowa atmosfera – mnóstwo regałów, zapach starego winylu i ściany wyłożone okładkami płyt. Można tam znaleźć rzadkie wydania łotewskiej Melodii, bałtyckiego jazzu czy rocka progresywnego z czasów ZSRR, a także różne dziwne albumy z różnych części świata.
Poszedłem tam pogrzebać w skrzynkach z płytami, ale wchodząc na piętro zauważyłem karton z odręcznym napisem „for free” w różnych językach. Najlepsze kąski zostały już zabrane, choć niemal wszystkie tam umieszczone egzemplarze z pewnością albo były niechciane albo bardzo sfatygowane. Tak czy inaczej przejrzałem co było i postanowiłem zabrać kilka singli, które zwróciły moją uwagę. Jednym z nich była mała płytka z dwiema piosenkami zapomnianego niemieckiego wokalisty Teda Herolda.
Ted Herold: Niemiecki Elvis, który miał pazur
Przełom lat 50. i 60. w Niemczech to fascynujący czas „Halbstarken” – młodych gniewnych w jeansach i skórzanych kurtkach. Niemiecki rock’n’roll był wtedy polem bitwy między autentycznym amerykańskim brzmieniem a próbami „udomowienia” go przez starsze pokolenie producentów. W Niemczech Zachodnich (RFN) istniał wtedy wyraźny podział na dwa obozy fanów:
- Peter Kraus („Grzeczny Chłopiec”): Był ulubieńcem rodziców i mediów. Choć śpiewał rock’n’rolla, robił to w sposób bezpieczny, uśmiechnięty i elegancki. Kraus był postrzegany jako „niemiecka odpowiedź na Pata Boone’a”. Jego sukcesy były gigantyczne (sprzedał ponad 12 milionów płyt w ciągu kilku lat).
- Ted Herold („Dziki Buntownik”): Był odpowiedzią na zapotrzebowanie na prawdziwy, surowy rock’n’roll. To on był „niemieckim Elvisem” – z charakterystyczną „prymitywną” energią, skórzanymi kurtkami i drapieżnym głosem. Prasa często przeciwstawiała go Krausowi, sugerując, że Ted jest „prawdziwszy”, ale też bardziej „niebezpieczny” dla młodzieży.
Fani obu artystów często toczyli spory na łamach magazynu Bravo, a wytwórnie (obie nagrywały dla Polydoru!) sprytnie podsycały tę konkurencję, by zwiększyć sprzedaż.

Urodzony jako Harald Schubring, Ted Herold miał prawdziwy rockandrollowy instynkt. Podczas gdy Peter Kraus, uśmiechał się z okładek jako „idealny zięć”, Herold uchodził za kogoś bardziej nieprzewidywalnego. Miał niski głos, który potrafił przejść w drapieżny chryp, i instynktowny ruch sceniczny, który doprowadzał konserwatywnych rodziców do szału. W tamtym czasie prasa pisała o nim jako o „niebezpiecznym naśladowcy zza oceanu”, co tylko napędzało mu fanów wśród zbuntowanej młodzieży.
Uważany był za jednego z nielicznych europejskich artystów, którzy potrafili oddać specyficzny „vibe” amerykańskiego rockabilly, a podobno kolekcjonerzy płyt winylowych z całego świata (w tym z Japonii i USA), traktują jego wczesne nagrania jako rarytasy gatunku. Nie wiem czy tak jest rzeczywiście, ale gdybym nie wstąpił do Vinylli w Rydze, to przypuszczalnie nie dowiedziałbym się nigdy o tym zupełnie zapomnianym już artyście.
Karierę muzyczną Herolda przerwała służba wojskowa w 1963 roku i zmiana mód muzycznych (nadejście ery Beatlesów). Wycofał się wtedy z branży i został technikiem radiowo-telewizyjnym. Powrócił triumfalnie pod koniec lat 70. dzięki współpracy z Udo Lindenbergiem i fali nostalgii za rockabilly. Mimo ogromnej popularności w krajach niemieckojęzycznych, Ted Herold nie stał się gwiazdą światowego formatu na miarę Elvisa czy Cliffa Richarda. Wynikało to głównie z bariery językowej (śpiewał niemal wyłącznie po niemiecku). Muzyk zginął wraz z żoną w pożarze ich domu w Dortmundzie w listopadzie 2021 roku.
Singiel, jaki znalazłem w Rydze to Lonely / Oh So Sweet. Płyta została wydana w marcu 1961 roku nakładem wytwórni Polydor (numer katalogowy: 24 442). Za utwory odpowiadali kompozytor Werner Scharfenberger oraz autor tekstów Fini Busch – duet odpowiedzialny za wiele niemieckich przebojów tamtej ery. Choć Herold był znany z rock and rolla, ten singiel balansuje na granicy Schlagera (niemieckiej muzyki pop) i łagodniejszego rocka, co było typowe dla ówczesnego procesu „ugrzeczniania” buntowniczych artystów przez wytwórnie.

Nieliczne dostępne materiały z tamtego okresu potwierdzają, że prasa młodzieżowa przyjęła ten singiel entuzjastycznie, podkreślając nową, „dojrzalszą” odsłonę artysty.
„Ted udowadnia w 'Lonely’, że nie potrzebuje już tylko krzyku i mocnego beatu, by porwać słuchacza. Jego głos zyskał głębię, która sprawia, że dziewczęta drżą nie tylko w rytm rocka, ale i sentymentalnych ballad” – napisał magazyn „Bravo” w 1961 roku
W innej recenzji można znaleźć zdanie, że „Schubring [prawdziwe nazwisko Herolda] przestaje być tylko kopią Presleya. Lonely to solidna niemiecka produkcja, która pokazuje, że rodzimy rock’n’roll potrafi być melodyjny i strawny dla szerszego ucha”.
Szczegóły wydawnictwa
Strona A: „Lonely” (2:39) – To nastrojowa ballada, która idealnie eksponowała głęboki, barytonowy głos Herolda. Utwór dotarł do 24. miejsca niemieckiej listy przebojów.
Strona B: „Oh So Sweet” (2:18) – Nieco żwawszy numer, utrzymany w stylistyce „soft rocka”, pokazujący, jak niemiecka scena adaptowała amerykańskie wzorce do lokalnego gustu (tzw. Schlager-Rock).
Format: 7-calowy winyl, 45 RPM (obrotów na minutę).
Oprawa graficzna: Singiel ukazał się w charakterystycznej dla Polydoru „dziurce” (generic sleeve) lub w dedykowanej okładce obrazkowej (picture sleeve).
Usiłowałem dowiedzieć się, skąd ta płyta zawędrowała do Rygi. Na rynkach anglosaskich Herold nie istniał. W tamtym czasie eksport niemieckiej muzyki pop do USA praktycznie nie występował (z nielicznymi wyjątkami jak Bert Kaempfert). Tylko jeden jego singiel „I Don’t Know Why / Moonlight (English version)” został wydany w Wielkiej Brytanii (Polydor 66 817) w 1960 roku, co było rzadkością dla niemieckiego artysty, ale nie podbił tamtejszych list przebojów. I tak Herold nigdy nie osiągnął statusu międzynarodowej gwiazdy w krajach anglosaskich, ponieważ rynki anglojęzyczne były wtedy nasycony własnymi idolami, a bariera językowa w tamtym czasie była dla Europejczyków niemal nie do przebicia.
W NRD był zakazany w oficjalnych mediach jako symbol „zachodniego zepsucia”, co potęgowało jego popularność wśród młodzieży słuchającej radia z RFN, ale winyle z jego muzyką tam nie zawędrowały.
Największy sukces Ted Herold odniósł w Austrii i Szwajcarii, gdzie regularnie gościł na tamtejszych listach przebojów; był tam traktowany na równi z lokalnymi gwiazdami. Jego płyty były też dystrybuowane w Belgii i Holandii, gdzie scena rock’n’rollowa była bardzo chłonna na europejskie odmiany tego gatunku. Śladowe ilości egzemplarzy trafiały do Danii i Szwecji, gdzie istniała silna baza fanów rock’n’rolla, choć tam przegrywał rywalizację z artystami anglojęzycznymi. I być może stamtąd właśnie „mój” singiel trafił do jakiegoś fana muzyki R’n’R na Łotwie.