Są krążki, których się nie znajduje. T one znajdują ciebie. Pojawiają się w pudełku po sznapsie na berlińskim pchlim targu, w kącie sklepu płytowego w Tbilisi, w spadku po dziadku z Katowic. Przez czterdzieści lat państwowe monopoliści Bloku Wschodniego, czyli Melodia, Muza, Supraphon, Amiga, Hungaroton, Balkanton, tłoczyli płyty w nakładach, które w Nowym Jorku czy Londynie byłyby nieprzyzwoicie niskie. A potem granice się otworzyły, internet zrobił swoje, i okazało się, że za betonowym płotem cywilizacji socjalistycznej ktoś nagrywał rzeczy, przy których włos staje dęba.
Oto subiektywny, dziennikarski przewodnik po białych krukach. Od jazzu przez funk, psychodelię, rock progresywny aż po klasykę. Znajdziesz tu tytuły, za które kolekcjonerzy od Berlina przez Tokio po Nowy Jork potrafią zapłacić cenę używanego samochodu.
Polska: dom Komedy
Zacznijmy u siebie, bo tu sprawa jest poważna. Seria Polish Jazz z wytwórni Polskie Nagrania Muza to jedna z najbardziej szanowanych na świecie serii jazzowych, która między 1965 a 1989 rokiem wydała sześćdziesiąt pięć płyt w okładkach, które pod względem artystycznym w niczym nie ustępowały tym produkowanym na Zachodzie.



Świętym Graalem jest oczywiście Komeda Quintet Astigmatic (Polish Jazz vol. 5, SXL 0298, 1966). Płyta, którą Stuart Nicholson w Is Jazz Dead? nazwał najważniejszym europejskim albumem jazzowym lat sześćdziesiątych, zresztą zgodnie z europejskim konsensusem krytycznym. Pierwsze tłoczenie mono, z matrycami wcześniejszymi niż stereo, potrafi się szybko sprzedać za cztery-pięć tysięcy złotych w idealnym stanie. W świecie kolekcjonerów wysokiej klasy płyt jazzowych, ten przedział cenowy stawia Astigmatic w tym samym rzędzie, co rzadkie pierwsze wydania płyt Blue Note lub Prestige z USA.
Komeda, Stańko, Namysłowski, Carlsson i niemiecki basista Günter Lenz zarejestrowali materiał na płytę w Filharmonii Narodowej w grudniu ’65, na kilka miesięcy przed wyjazdem Komedy do Hollywood, gdzie napisał muzykę do Dziecka Rosemary i zginął w nieszczęśliwym wypadku.
Tuż za Astigmatic idzie czterotomowy box Muzyka Krzysztofa Komedy wydany przez Polskie Stowarzyszenie Jazzowe w 1974 roku (SXL 0558–0561). Klub Płytowy PSJ zastosował typowy mechanizm czasów PRL-u: mały nakład, dystrybucja dla członków klubu i dzisiaj ten album dostępny jest niemal wyłącznie na aukcjach internetowych.
Nie lekceważcie też krążka Andrzeja Trzaskowskiego The Andrzej Trzaskowski Sextet (Polish Jazz vol. 4), Zbigniewa Namysłowskiego Kujaviak Goes Funky (vol. 46) oraz funkowo-jazzowej bomby BEMIBEM Bemowe Inspiracje (vol. 35). Ta ostatnia to breakbeatowy krążek, którego kopii zaczęli szukać brytyjscy producenci hip-hopowi po tym, jak kilka sampli trafiło do podkładów z drugiej strony kanału.
Ze strony rockowej trzeba wspomnieć przede wszystkim płyty Czesława Niemena. Jego Enigmatic (1970, Muza SXL 0576) bywa nazywana „najważniejszą polską płytą rockową w historii”, a pochodzący z niej utwór „Bema pamięci żałobny rapsod” spędził 18 tygodni na pierwszym miejscu listy przebojów Studia Rytm. Cały album uzyskał status złotej płyty w 1971 roku.


Prawdziwym kolekcjonerskim osiągnięciem jest jednak posiadanie jego następnej płyty zwanej często Czerwonym Albumem. Podwójny Czesław Niemen (Muza SXL0710/1) został zarejestrowany z udziałem m.in. : Krystyny Prońko, Zbigniewa Namysłowskiego, Janusza Stefańskiego i zespołu Niemen Enigmatic. Profesjonalna wskazówka dotycząca osób poszukujących Czerwony Album Niemena: Jeśli sprawdzasz autentyczność oglądanego egzemplarza upewnij się, że rozkładana okładka ma oryginalne matowe wykończenie. Późniejsze wznowienia z końca lat 70. i 80. często wykorzystywały cieńszy, bardziej błyszczący karton, który kolekcjonerzy cenią znacznie mniej.
Co znacznie komplikuje poszukiwanie tej płyty to bałagan w bazach danych. Na Discogs jest ona zarejestrowana jako album o tytule, które de facto jest nazwą zespołu artysty: Niemen Enigmatic (w latach 1970-71 muzycy towarzyszący Niemenowi byli tak nazywani). Ale to jest również tytuł jego wcześniejszego albumu Enigmatic, o którym też tu wspomnieliśmy. Zatem Enigmatic (1970) Czesława Niemena to inny album niż Niemen Enigmatic (1971). Aby jeszcze bardziej skomplikować sprawę, czasem nadawany tej płycie jest tytuł Człowiek Jam Niewdzięczny (tak ją w sumie najłatwiej wygooglować), a czasami po prostu Niemen. I pewnie dlatego dla uproszczenia wszyscy nazywają ją po prostu Czerwonym Albumem.
Kolekcjonerzy wysoko sobie cenią również inną płytę Niemena: Idée fixe, czyli podwójny album z 1978 roku (SX 1570–1571) wydany wraz z dołączoną EP-ką SN-770. W idealnym i kompletnym stanie wydawnictwo to warte jest dwa, a nawet trzy tysiące złotych.
Warto jeszcze wspomnieć o SBB i ich debiutanckiej płycie SBB z 1974 roku, a także o wczesnych Breakoutach z Mirą Kubasińską, których pierwsze tłoczenia Blues i Na drugim brzegu tęczy z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych są dziś poszukiwane nawet bardziej niż niejeden zachodni odpowiednik z tego okresu.
ZSRR: gdzie Melodia spotyka Ałma-Atę
Tu zaczyna się prawdziwe szaleństwo. Państwowa Melodia posługując się jednym numerem katalogowym, ale korzystając z sześciu tłoczni (Apriełewka, Moskwa, Leningrad, Ryga, Tbilisi, Taszkient), wypuszczała nakłady liczone w milionach sztuk. A jednak niektóre tytuły stały się super rzadkie, dzisiaj niemal nie do zdobycia.

Fenomen numer jeden to kazachski Dos-Mukasan i jego płyta Дос-Мукасан (Melodia C60-07677, 1976), nagrana w Ałma-Acie i mieszająca tradycyjny folklor stepowy z funkiem, psychodelią i fuzyjnym jazzem. Brytyjski wydawca Everland Music opisuje go jako „Święty Graal kazachskiego folk rocka i psychodelii”. Jeszcze dziesięć lat temu kosztował grosze; dziś oryginalne tłoczenia z matryc Apriełewki potrafią iść za kilkaset dolarów. Cóż, wygląda na to, że hype na fusion/funk i renesans winyla zrobiły swoje.


Podobna historia: Soyol-Erdene (Мongolia, wydane przez Melodię w 1981), pierwszy mongolski zespół rockowy, założony z woli Ministerstwa Kultury MRL. Płyta wyszła niewielkim nakładem, sprzedała się błyskawicznie i zdaje się, że nigdy nie została wznowiona po upadku ZSRR. Jeśli zobaczycie oryginał to raczej nie zastanawiajcie się. Sam bym chętnie przytulił takie wydawnictwo.
W tej samej lidze gra The Bayan Mongol Variety Group (Melodia, 1980) oraz turkmeński zespół Firyuza. Wszystkie trzy wydane na Melodii, wszystkie fascynujące mieszanki orientalnych skal i progresywnych aranżacji, wszystkie dziś praktycznie niedostępne w oryginale.
Dla wielbicieli rocka progresywnego największym nazwiskiem pozostaje Aleksander Gradski i album Romans o zakochanych (Романс о влюбленных, Melodia 33 C 04-05227, 1974), czyli ścieżka dźwiękowa do filmu Andrieja Konczałowskiego, komponowana przez Gradskiego i wykonywana przez Ansambl Melodia Gieorgija Garaniana. Record Collector Magazine nazywa ją oryginalnym Świętym Graalem długogrających Melodii i nagraniem, które utorowało drogę Gradskiemu do kariery solowej.


Dorzućmy jeszcze coś z zakresu muzyki elektronicznej. Eduard Artemiew to kompozytor muzyki do Solaris Tarkowskiego, pionier syntezatora ANS, twórca studia Boomerang. Jego album Moods (Настроения, 1980) i ścieżka Siberiada (1980) to obiekty pożądania dla każdego zbieracza wczesnej elektroniki zza kurtyny.
Pisząc o rarytasach zza żelaznej kurtyny nie można nie zahaczyć o muzykę klasyczną, która tam zawsze była w żelaznym repertuarze. Kolekcjonerzy polują na wydawnictwa Jewgienija Mrawinskiego i Leningradzkiej Filharmonii, szczególnie popularne są pierwsze tłoczenia Szostakowicza (symfonie 5, 8, 10, 12), Brucknera (8, 9) i Czajkowskiego. Oryginalne płyty Melodii w dobrym stanie są dziś rzadkie, a box sety z lat siedemdziesiątych określane są na audiofilskich forach jako białe kruki. Swiatosław Richter, Dawid Ojstrach, Emil Gilels, Mścisław Rostropowicz to wykonawcy, których sowieckie oryginały płyt bywają lepsze od zachodnich licencyjnych reedycji, bo tłoczone były z pierwszych matryc.
Czechosłowacja, NRD, Węgry, Bułgaria
Krótki przegląd innych graczy.
Czeski Supraphon to zawsze była technicznie świetna tłocznia (dziś znana jako GZ Media, tłoczy dla pół świata), nagrywała wszystko od Karela Gotta przez rocka progresywnego Blue Effect po jazzowe zespoły z Pragi. Kolekcjonersko cenne są wszystkie tomy z festiwalu International Jazz Festival Praha z lat sześćdziesiątych.
Wizytówką wytwórni Amiga (NRD) są licencyjne pressingi zachodnich gigantów (Beatles, Rolling Stones, Hendrix) wydawane w kiepskiej jakości audio i w zmienionych okładkach. Puhdys, Karat, czy City to ikony wschodnioniemieckiego rocka, z pierwszymi tłoczeniami idącymi na zachodnich aukcjach po kilkadziesiąt euro, a w bardzo dobrym stanie nawet drożej.
Płyty z Węgier zwykle prezentowały lepszą jakość niż przeciętna produkcja Melodii, prezentując przy tym duży katalog muzyki klasycznej, jazzowej i rocka progresywnego. Pierwsze wydania płyty Omegi z okładką gatefold są obecnie poszukiwane na całym świecie.
Z katalogu wytwórni Balkanton z Bułgarii warto wspomnieć mało dzisiaj znaną grupę FSB (Formation Studio Balkanton), czyli tamtejszą lokalną odpowiedź na sukcesy grup Yes i Genesis. Pierwsze płyty FSB z lat 1976–1978 to dziś rarytasy. Bułgarskie pressingi zachodnich artystów słyną z fatalnej jakości, ale tych kilka własnych, progresywnych produkcji uchodzi za znakomite.
Jak się to zbiera?
Rady praktyczne od ludzi, którzy w tym siedzą: kupujcie u sprzedawców, którzy znają kody matrycy i GOST-y. Sprawdzajcie tłocznię (Ryga i Leningrad to porządne produkcje; Taszkient bywa problematyczny, płyty z Tbilisi są najrzadsze, ale nie zawsze najlepsze dźwiękowo). Uważajcie też na fałszywki. Forum portalu Discogs od lat ostrzega, że rarytasy w stanie mint z Federacji Rosyjskiej mogą być w rzeczywistości podrobionymi reprintami.
I pamiętajcie: te płyty to nie tylko winyl. To artefakty systemu, który ich nie chciał, a one jakimś cudem powstały. Każda wydrapana ręcznie matryca, każda okładka drukowana na marnym papierze, każdy ocenzurowany tekst piosenki to zapis wolności, która pchała się spod betonu.
