STRONA DRUGA
8. „Within You Without You” – ostatni track nagrany na Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band, a przy tym jedyny na tej płycie nie tylko nie skomponowany przez Lennona i McCartneya, ale też nagrany bez ich najmniejszego udziału. Ringo Starr też był nieobecny podczas 4 dni (15 i 22 marca oraz 3 i 4 kwietnia 1967 r.), w trakcie których odbywały się nagrania tej piosenki.
George Harrison, który napisał tekst i muzykę zagrał na sitarze oraz gitarze akustycznej, a pozostałe partie wykonali grający na tradycyjnych instrumentach muzycy indyjscy z Asian Music Circle w Finchley w północnym Londynie. Ich nazwiska nie zostały umieszczone na okładce płyty, a ich wkład w powstanie tego utworu pozostał całkowicie anonimowy aż do czerwca 2017 r., kiedy to zostali zidentyfikowani przez badaczy z Uniwersytetu w Liverpoolu (źródło: https://scroll.in/magazine/881709/how-an-indian-man-and-his-english-wife-introduced-george-harrison-to-ravi-shankar-to-create-history).
Ostatniego dnia nagrań do Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band George Martin przygotował ośmiu skrzypków i trzech wiolonczelistów do wykonania dodatkowego podkładu smyczkowego. Tego samego wieczoru Harrison nagrał także swój główny wokal i w ten sposób zakończyły się prace nad tym przełomowym albumem.
Na pierwszy rzut oka utwór totalnie nie pasujący do całości, stanowiący zaskakującą i dość nudną przerwę w dynamicznie prezentującym się pozostałym materiale. Po drugim i każdy kolejnym przesłuchaniu płyty wrażenie jest dokładnie takie samo, przynajmniej dla mnie. To oczywiście nie oznacza, że „Within You Without You” to kiepski numer. Wręcz przeciwnie, jest interesujący i na swój sposób świetny muzycznie oraz angażujący emocjonalnie, ale w tym dokładnie miejscu płyty wolałbym usłyszeć raczej „Strawberry Fields Forever”, który znakomicie otworzyłby drugą stronę Sgt. Peppera. Tak czy inaczej trzeba te nieco ponad pięć minut jakoś przetrwać, bo potem naprawdę bardzo dużo się dzieje!
9. „When I’m Sixty-Four” to ciepła, melodyjna i nieco sarkastyczna piosenka skomponowana przez 16-letniego Paula McCartneya na pianinie jego ojca w domu rodzinnym przy ulicy Forthlin Road 20, na osiem lat przed jej nagraniem w studio.
McCartney grywał ten utwór sporadycznie we wczesnym etapie kariery zespołu podczas występów w „Cavern Club”, gdy wysiadało nagłośnienie i jedynym dostępnym instrumentem (oprócz perkusji) było pianino. „When I’m Sixty-Four” świetnie sprawdzało się w roli zapychacza dziury i pozostali członkowie The Beatles dobrze pamiętali ten utwór.
Zdaniem George’a Martina jej wielką zaletą było to, że wcale nie brzmiała jak utwór Beatlesów.
– W tamtym czasie niekoniecznie chciałem być rock’n’rollowcem. Kiedy pisałem „When I’m Sixty-Four” myślałem, że piszę piosenkę dla Sinatry. Inne płyty były wtedy dla mnie ważniejsze niż rock’n’roll – wspominał dużo później sam Paul McCartney.
„When I’m Sixty-Four” było pierwszym nagranym i skończonym utworem do nowej płyty. Nagrania odbyły się w dniach 6, 8, 20 oraz 21 grudnia 1966 i początkowo piosenka miała znaleźć się na stronie B singla Strawberry Fields Forever. O perypetiach z wydaniem tego singla więcej tutaj.
Partie klarnetu na prośbę McCartneya skomponował George Martin i do ich wykonania zaprosił trzech klarnecistów. 30 grudnia został wykonany ostateczne mix mono, w trakcie którego piosenkę lekko przyspieszono podnosząc tonację z C do D, aby głos Paula McCartneya brzmiał nieco młodziej.
„When I’m Sixty-Four” to oprócz tracku tytułowego oraz „Lucy in the Sky With Diamonds” mój ulubiony kawałek z tej płyty.
10. „Lovely Rita” to rytmiczna, a przy tym satyryczno-romantyczna piosenka Paula McCartneya o pewnej wystawiającej mandaty parkingowej policjantce.
Nagrania do piosenki rozpoczęły się 23 lutego 1967 r. w studio Abbey Road. Nagrano wtedy kilka wersji ścieżki rytmicznej z George’em Harrisonem i Johnem Lennonem na gitarach akustycznych, Ringo Starrem na perkusji i Paulem na fortepianie. Zaraz potem McCartney dograł jeszcze swoją partię basu. 24 lutego i 7 marca nagrywane były wokale i według osób przebywających wówczas w studio za mikrofonem stanęli też goście, m.in. Dawid Crosby (z Byrds oraz Crosby, Stills and Nash) i Shawn Phillips (współpracujący blisko z Donovanem), ale jest bardzo prawdopodobne, że ich partie nie zostały ostatecznie wykorzystane w finałowym zgraniu. Wykorzystano za to efekty dźwiękowe, m.in. granie na grzebieniach, zgniatanie papieru i westchnienia oraz krzyki w wykonaniu członków zespołu.
Z utworem „Lovely Rita” wiąże się jeszcze jedna ciekawostka. Otóż Hunter Davies, autor jedynej autoryzowanej prze Beatlesów ich biografii wspomina, że właśnie w trakcie nagrań tego utworu studio odwiedzili członkowie debiutującej wówczas grupy Pink Floyd i byli pod ogromnym wrażeniem profesjonalizmu, jaki zaobserwowali po drugiej stronie szyby dzielącej reżyserkę od pomieszczenia studyjnego.
– Oni byli zupełnie z innej ligi – miał wręcz powiedzieć perkusista Floydów, Nick Mason.
11. „Good Morning Good Morning” piosenka-żart muzyczny sprowokowany przez reklamę płatków kukurydzianych marki Kellogg, jaką Lennon zobaczył w telewizji podczas komponowania innego utworu. Nigdy zresztą nie uważał jej za wybitne dzieło i kiedyś nawet określił je mianem „śmiecia”, ale zdaniem Paula McCartneya piosenka oddaje ówczesny znudzonego życiem i borykającego się z problemami małżeńskimi Johna.
Utwór brzmi nieco jak groteska, pełen jest odgłosów zwierzęcych (koguta, kota, psów, koni, owiec, lwów, słoni, krowy i kury), ale orkiestra dęta sprawia, że brzmi on doskonale w kontekście całego albumu.
12. „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (Reprise)” – pomysł na powtórkę tytułowego tematu płyty Sgt. Pepper zasugerował asystent The Beatles, Neil Aspinall, który uznał, że album powinien być rozpoczęty oraz zakończony występem wyimaginowanego zespołu. Ostatecznie półtora minutowa powtórka została umieszczona tuż przed utworem na bis, który zwieńczył całość w odpowiedni sposób.
Utwór ten nagrano jednego dnia, 1 kwietnia 1967 r. i jest to całkowicie oddzielne nagranie od piosenki tytułowej, w tym przypadku śpiewają wszyscy Beatlesi, a tekst jest nieco inny od wykorzystanego w tracku otwierającym płytę.
13. „A Day in the Life” – monumentalny utwór zainspirowany lekturą wydania dziennika The Daily Mail z 17 stycznia 1967 roku. To w nim Lennon znalazł obszerny artykuł o dochodzeniu w sprawie wypadku samochodowego, w wyniku którego miesiąc wcześniej śmierć poniósł Tara Browne, przyjaciel The Beatles, a zarazem multimilioner i dziedzic fortuny browaru Guinness. Na innej stronie pojawił się z kolei tekst o 4 tysiącach dziur w ulicach Blackburn (hrabstwo Lancashire) i w ten sposób w głowie Lennona zrodziła się inspiracja do zakończenia utworu, który miał dopełnić dzieła, jakim był „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”.
Do zarejestrowania słynnego glissando George Martin zatrudnił 40 dodatkowych muzyków, w większości członków dwóch słynnych orkiestr: Royal Philharmonic i London Symphony. Na samym końcu został zarejestrowany słynny, trwający ponad 50 sekund przejmujący pojedynczy akord. Lennon, McCartney, Starr i Mal Evans dzielili trzy fortepiany i jednocześnie uderzając w klawisze zagrali akord E-dur – ostatni dźwięk albumu Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band.
Juz po premierze płyty BBC niespodziewanie nałożyło ban na utwór finałowy, posądzając muzyków o promowanie używania substancji odurzających.

