– Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band to najważniejszy albumów rock & rolla, jakie kiedykolwiek powstały, niezrównana przygoda w koncepcji, dźwięku, pisaniu piosenek, okładce i technologii studyjnej, stworzony przez największą grupę rock’n’rollową wszechczasów. Od potężnych i dostojnych instrumentów dętych oraz charczących gitar utworu tytułowego po orkiestrową agonię i długi, przejmujący akord fortepianu na koniec „A Day in the Life”, 13 utworów z Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band to szczyt dorobku studyjnego ośmiu lat pracy Beatlesów. John Lennon, Paul McCartney, George Harrison i Ringo Starr nigdy nie byli bardziej nieustraszeni i zjednoczeni w pogoni za magią i transcendencją – tak właśnie magazyn RollingStone uzasadnił pierwsze miejsce, jakie przypadło temu albumowi w zestawieniu 500 Greatest Albums of All Time (500 najwspanialszych albumów w historii).
Na temat źródeł koncepcji płyty krąży wiele różnych opowieści, ale sam Paul McCartney, który wymyślił fikcyjną orkiestrę mającą pełnić rolę alter-ego zespołu, stwierdził, że przełomowym momentem był lot z Nairobi do Londynu w listopadzie 1966 roku. Właśnie wtedy wracając z wakacji z Kenii ze swoją dziewczyną i aktorką Jane Asher oraz przyjacielem Malem Evansem zrodził się Sierżant Pieprz. W literaturze na temat The Beatles można znaleźć dwie wersje tej samej opowieści. Według jednej z nich podczas posiłku na pokładzie Evans poprosił Paula o podanie soli i pieprzu (salt and pepper), a zamyślony McCartney usłyszał sierżant pieprz (serge-ant pepper).
Oto nieco nieobiektywny przewodnik po tej płycie.
STRONA PIERWSZA
1. „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” – tytułowy utwór wcale nie powstał jako pierwszy, ale z pewnością jest najbardziej rozpoznawalny z całego albumu.
Piosenka została nagrana zaledwie w przeciągu czterech dni. 1 lutego 1967 roku The Beatles nagrali dziewięć wersji ścieżki rytmicznej (perkusja, bas i gitary). Na gitarach zagrali McCartney i Harrison. Dzień później Paul dograł główny wokal, a Lennon i Harrison chórki. Miesiąc później dograno instrumenty dęte oraz solówkę gitarową, graną również przez Paula McCartneya. Na końcu (6 marca 1967 r.) do gotowego utworu wmiksowano dźwięki wyimaginowanej publiczności i szum strojącej się orkiestry, do czego wykorzystano nagrania reakcji widowni komediowego serialu „Beyond The Fringe” (z 1961 r.), a także elementy niewykorzystanych nagrań orkiestry z lutowej sesji, w trakcie której rejestrowano „A Day in the Life”. Pewną mało znaną ciekawostką jest fakt, że track tytułowy połączono z utworem „With a Little Help From My Friends” korzystając z nagrań histerycznej reakcji tłumu, zarejestrowanej podczas koncertu The Beatles w Hollywood Bowl (informacje za: The Beatles Bible).
Nie można sobie wyobrazić lepszego początku płyty, mającej de facto być wyimaginowanym koncertem. Utwór jest niezwykle szeroki i dynamiczny. Ostra gitara i mocne bębny, a na okrasę świetne wstawki waltorni. Moim zdaniem jeden z trzech najlepszych kawałków z tego albumu.
2. „With a Little Help From My Friends” – to ostatni napisany i zarejestrowany utwór na tę płytę. Paul McCartney przyrównał proces twórczy pisania piosenek dla Ringo Starra do „komponowania utworu tytułowego do filmu z Jamesem Bondem” (źródło: Barry Miles „Many Years From Now”). Piosenka została nagrana w całości w nocy z 29 na 30 marca 1967 r., a następnie połączona z utworem otwierającym płytę jako wykonywana przez Sierżanta Pieprza (jej zapowiedź pojawia się w tekście „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”). Oba utwory wyjątkowo dobrze do siebie pasują stąd trudno uwierzyć, że nie powstały jako zaplanowana od razu całość. Jedynym słabszym fragmentem jest końcowy wokal Ringo, który mógł być zastąpiony przez partie instrumentalne, a tak nieco obniża walor tego świetnego początku płyty. Ringo Starr przyznał zresztą podczas rozmowy w brytyjskim programie telewizyjnym The South Bank Show, że ta właśnie partia wokalna sprawiła mu największe kłopoty podczas sesji nagraniowej.
3. „Lucy in the Sky With Diamonds” – słynny psychodeliczny utwór to jeden z mocniejszych fragmentów tej płyty. Debaty odnośnie tytułu trwają po dziś dzień, choć Lennon z uporem twierdził, że wymyślił go jego trzyletni wówczas syn Julian, który w przedszkolu namalował swoją koleżankę Lucy O’Donnell, a na pytanie co to za dziwnie wyglądająca osoba odpowiedział: „It’s Lucy in the sky with diamonds” (To latająca Lucy z diamentami).
– Popełniłam błąd, mówiąc kilku przyjaciołom w szkole, że to ja jestem tą Lucy w piosence, ale oni powiedzieli: „Nie, to nie ty, moi rodzice mówili, że chodzi tu o narkotyki” – taką wypowiedź samej Lucy O’Donnell cytowały media w 2009 roku (za agencją prasową Associated Press) donosząc o jej przedwczesnej śmierci.
Piosenka „Lucy in the Sky With Diamonds” została nagrana w dwa dni 1 i 2 marca 1967 r. Zaśpiewał ją John Lennon, a dodatkowy wokal towarzyszący dodał Paul McCartney.
4. „Getting Better” to kolejny utwór z tego albumu, którego pomysł zrodził się w głowie McCartneya, a wiąże się z powiedzeniem, które stało się wewnętrzną anegdotą, z której tylko samo Beatlesi potrafili się śmiać. Otóż perkusista Jimmie Nichol, który podczas 10 koncertów w trakcie światowej trasy koncertowej w 1964 roku zastępował chorego Ringo Starra zapytany przez kogoś czy już przyzwyczaił się do Beatlemanii, odpowiedział: „Jest coraz lepiej” (źródło: Steve Turner „A Hard Day’s Write”).
Bardzo solidna piosenka, wpadająca w ucho i tonująca nieco psychodeliczne klimaty z poprzedniego utworu.
5. „Fixing a Hole” – kolejny utwór podejrzewany przez wielu o związki z narkotykami, nagrany w ciągu dwóch sesji w lutym 1967 roku. W wersji ostatecznej zarejestrowano dwie ścieżki gitary basowej (na jednej grał podobno John Lennon, który uważał tekst tej piosenki za świetne dzieło McCartneya), a całość została zmiksowana oczywiście w mono. W 2 minucie i 6 sekundzie tego utworu można zauważyć połączenie dwóch różnych wersji, z jakich zmiksowano piosenkę. Jedyne czego można żałować to braku wykorzystania sekcji instrumentów dętych, które bardzo by w tym utworze pasowały czyniąc ją jeszcze bardziej spójną z ideą koncertu orkiestry Sgt. Peppera.

6. „She’s Leaving Home” – delikatna i raczej smutna opowieść o dziewczynie uciekającej z domu była oparta na prawdziwej historii 17-letniej Melanie Coe, którą McCartney przeczytał 27 lutego 1967 r. na łamach dziennika Daily Mail.
Podobnie jak wcześniej w przypadku „Eleanor Rigby”, w utworze „She’s Leaving Home” The Beatles nie nagrali ani jednej nuty na instrumentach. Zamiast tego zarejestrowano podkład z harfą, skrzypcami, altówkami, wiolonczelami i kontrabasem w wykonaniu zaproszonych muzyków. Nagrania trwały dwa dni (17 i 20 marca 1967 r.), a w studio obecni byli tylko McCartney i Lennon (20 marca).
George Martin stwierdził później, że „She’s Leaving Home” to „w ogóle nie jest piosenka Beatlesów”, a raczej „czysty McCartney, od początku do końca”.
Jak dla mnie w tym miejscu mógłby znaleźć się utwór „Penny Lane”.
7. „Being for the Benefit of Mr. Kite!” – na zakończenie pierwszej strony krążka mamy kolejny psychodeliczny utwór, tym razem oparty na plakacie cyrkowym z 1843 r., który John Lennon kupił w małym sklepiku z antykami w miejscowości Sevenoaks w hrabstwie Kent podczas kręcenia filmu promującego „Strawberry Fields Forever”.

Nagrania tej piosenki zajęły 5 pełnych dni końcem lutego i końcem marca 1967 r. John Lennon wspominał, że usiadł przy pianinie i tak długo śpiewał słowa i wersety z plakatu, aż powstał z tego tekst piosenki, a następnie Paul McCartney nieco ją wzbogacił. Swoją partię w tym utworze na organach zagrał George Martin, a także na harminijce basowej przyjaciel zespołu (przy okazji także roadie Beatlesów) i prawdopodobnie przypadkowy twórca osoby Sierżanta Pieprza, Mal Evans. Co ciekawe, także w tym utworze solo gitarowe nagrał Paul McCartney.
The Beatles nigdy nie zagrali tej piosenki na żywo, a uważający się za jej współtwórcę Paul McCartney dodał ją do setlisty swojego tournee w 2013 roku.
Koniec końców to znakomita pierwsza strona płyty, która mogłaby być wprost genialna, gdyby znalazł się na niej jeszcze utwór „Penny Lane”.
Przewodnik po stronie drugiej jest tutaj.


