Od samego początku mojej przygody z kolekcjonowaniem płyt winylowych musiałem podjąć ciężką decyzję co kupować, a czego nie. W dobie łatwo dostępnego streamingu niemal każdej płyty wydanej po 1960 r. kupowanie winyli ma charakter bardziej kolekcjonerski i audiofilski, więc łatwiej (i taniej) jest skupić się na wybranych artystach lub gatunkach. Moja decyzja była następująca: zbieram wszystkie płyty The Beatles (na nich się wychowałem) i Marka Knopflera (solowe i z czasów Dire Straits) oraz pojedyncze albumy różnych wykonawców, które na przestrzeni lat nabrały dla mnie wyjątkowego znaczenia. O tych ostatnich napisałem zresztą artykuł „20 najlepszych płyt według Jacka Dudzica”.
I to właśnie w ten sposób w moje ręce wpadło przedziwne wydawnictwo amerykańskiej grupy Lynyrd Skynyrd z 1978 r. pod znamiennym tytułem „Skynyrd’s First And… Last” (pol. Skynyrdów pierwsze i ostatnie). Jest to płyta, która wcale nie miała się ukazać, bo zawiera utwory demo nagrane przez grupę na samym początku kariery, ale pozostawione na półce i nigdy nie opublikowane.
Decyzja o wydaniu tego albumu zapadła po katastrofie lotniczej, w której 20.10.1977 r. zginęło troje członków zespołu (m.in. założyciel grupy, wokalista i główny autor tekstów Ronnie Van Zant), co doprowadziło do zawieszenia przez Lynyrd Skynyrd dalszej działalności (zespół wznowił ją 10 lat później). W zamierzeniu miał być to więc ostatni, niejako pożegnalny krążek grupy i dzięki temu światło dzienne ujrzał m.in. piękny utwór „White Dove” zaśpiewany przez perkusistę Rickey Medlocke’a, który opuścił grupę krótko po nagraniach demo, a powrócił dopiero w latach 90-tych.
Płytę „Skynyrd’s First And… Last” usłyszałem początkiem 1979 r. ze szpulowego Grundiga mojego kumpla z podstawówki, który nagrał ją z audycji Piotra Kaczkowskiego „Minimax”. Niestety gdzieś w okolicach połowy programu koledze skończyła się taśma i w ten sposób poznałem tylko pierwszą stronę tego krążka, ale zrobiła ona wówczas na mnie potężne wrażenie. W połowie lat 90-tych odnalazłem ten album na płycie CD w wypożyczalni płyt w Lublinie i po kilkunastu latach dokończyłem jej odsłuchania.
Przypuszczalnie nie jest to szczególnie znaczące wydawnictwo w dorobku Lynyrd Skynyrd, ale dla mnie kojarzy się z czasami, kiedy z kumplem po szkole pędziliśmy do niego (albo do mnie), aby słuchać ciekawych płyt nieodmiennie nagrywanych z audycji radiowej Trójki.
Płyta jest w miarę dostępna w komisach płytowych, choć miała tylko jedno tłoczenie w USA i dwa w UK (drugie to wznowienie z 1988 r. wydane pod innym numerem katalogowym), a także szereg tłoczeń w innych krajach (min. Irlandia, Francja, Szwecja). W 1998 roku materiał poszerzony o 8 dodatkowych utworów został wydany jako „Skynyrd’s First: The Complete Muscle Shoals Album”.
W mojej kolekcji jest oryginalne tłoczenie brytyjskie z 1978 r. (numer katalogowy MCG 3529) z piękną rozkładaną okładką wydrukowaną przez firmę Garrod & Lofthouse (tę samą, która drukowała wszystkie okładki do płyt The Beatles).
Okładka
Strony zewnętrzne (pierwsza i ostatnia):


Strony wewnętrzne ze zdjęciami, listą utworów oraz wykonawców:


Etykiety
Płyta „Skynyrd’s First And… Last” otrzymała czarne etykiety z tęczą umieszczoną na godzinach 22-23. Według portalu CVINYL, etykiety te były wykorzystywane przez MCA Records w UK tylko w latach 1974-1976, a potem zostały zastąpione przez jasnoniebieską z dużo mniejszą tęczą (w tym samym mniej więcej położeniu), ale znalazłem w innym miejscu informację o ich używaniu od 1972 aż do 1980 r.


Matryce
Wydaje się, że cały brytyjski nakład tej płyty został wytłoczony przy użyciu jednego zestawu matryc: MCG 3529 A-1 (strona 1) i MCG 3529 B-1. Na obszarze końcowym na stronie A znajduje się też wydrapany skrót HTM.
Podziel się swoją opinią