Płyta, która towarzyszyła mi przez długie lata. Kupiłem ją jako 12-letni chłopak i prawdopodobnie to właśnie dzięki niej pokochałem albumy koncertowe. Nagrana podczas występu na żywo w Sali Kongresowej w Warszawie w marcu 1976 roku ukazała się w zawrotnym nakładzie 750 tysięcy egzemplarzy (dane za: Wikipedią) i pewno dlatego bez trudu można ją znaleźć w komisach płytowych. Mnie udało się zdobyć oryginał chyba niesłuchany, w jakości NM (near mint), co w przypadku 44-letniej płyty jest wyjątkową okazją.
Płyta „In Warsaw” uwieczniła zespół w jego być może najlepszym składzie: Gábor Presser, Tamás Somló, János Karácsony i József Laux. W polskiej prasie muzycznej tamtego okresu, m.in. w magazynie „Jazz” czy „Non Stop”, recenzenci podkreślali niesamowitą energię, która biła z nagrań na żywo. Krytycy zauważali, że LGT to nie tylko sprawnie naoliwiona maszyna rytmiczna, ale przede wszystkim zespół o ogromnej kulturze muzycznej. Jak pisał jeden z ówczesnych recenzentów: „Węgrzy pokazali nam, że rock progresywny może być jednocześnie skomplikowany technicznie i porywająco melodyjny, nie tracąc przy tym nic z koncertowej spontaniczności”.
Sami muzycy Locomotiv GT po premierze tego krążka wielokrotnie podkreślali w wywiadach swój sentyment do polskiej publiczności. Gábor Presser, lider i mózg zespołu, wspominał po latach, że Warszawa była dla nich „drugim domem, w którym nie trzeba było niczego udawać”. W jednym z archiwalnych wypowiedzi dla polskiego radia Presser zauważył:
„Kiedy graliśmy w Sali Kongresowej, czuliśmy, że publiczność oddycha razem z nami. Płyta 'In Warsaw’ to nie tylko zapis dźwięków, ale emocji, których nie dałoby się odtworzyć w sterylnym studio w Budapeszcie”.
Dla Jánosa Karácsony’ego, gitarzysty o wyjątkowym, blues-rockowym zacięciu, polskie koncerty i wydany po nich album były dowodem na uniwersalność ich muzyki. W wypowiedziach dla węgierskiej prasy muzycznej (często cytowanej przez naszych dziennikarzy) podkreślał, że polscy fani byli niezwykle wyrobieni muzycznie:
„W Polsce nikt nie klaskał tylko dlatego, że było głośno. Oni słuchali solówek, wyłapywali niuanse. Album wydany przez Polskie Nagrania był dla nas prestiżowym potwierdzeniem, że nasze poszukiwania w stronę jazz-rocka zostały zrozumiane”.
Abum „In Warsaw” stał się niemal pożegnaniem zespołu w tym konkretnym składzie. Krótko po jego wydaniu József Laux, genialny perkusista, zdecydował się na emigrację do USA. Wypowiedzi muzyków z tamtego okresu są więc podszyte pewną nostalgią. Tamás Somló, wspominając polską trasę, mówił:
„Byliśmy wtedy w szczytowej formie, zgrani jak nigdy wcześniej. Płyta wydana w Polsce uchwyciła ten moment, zanim wszystko zaczęło się zmieniać. To nasze zdjęcie w pełnym pędzie”.


Płytę wydała wytwórnia Polskie Nagrania Muza pod numerem SX 1384.
Numery matryc: S3X 1384 A-2 C (strona 1) i S3X 1384 B-2 C (strona 2). Istnieje jeszcze przynajmniej jeden dodatkowy zestaw z wyższą numeracją (S3X 1384 A-3 C / S3X 1384 B-3). Nigdzie nie znalazłem informacji czy w ogóle istniały i/lub były użyte matryce -1.
Najwcześniejsze tłoczenia rozpoznasz po niebieskiej etykiecie Polskich Nagrań. Późniejsze reedycje (często z gorszą jakością dźwięku) miały etykiety czerwone, a w latach 80. – żółte lub kremowe.

