Kupiłem kiedyś płytę w jakimś antykwariacie internetowym i sprzedawca wysyłając ją dołożył mi do paczki niewielki gratis, w postaci mocno zniszczonego i pozbawionego koperty małego krążka z etykietą wytwórni Veriton. Ot, po prostu stary polski singiel, praktycznie bez żadnej wartości. Z automatu wylądował on u mnie na stosie płyt „do obejrzenia później” i tak przeleżał kilka lat. W końcu zwrócił moją uwagę, gdy zorientowałem się, że to EP, czyli płytka z czterema utworami prawdopodobnie z 1963 roku.
„Czwórek”, czyli EP-ek Veritonu z początku lat sześćdziesiątych było na rynku bardzo dużo. Drukowano je w nakładach, które w czasach PRL-u oznaczały dziesiątki tysięcy egzemplarzy. Sprzedawano je w kioskach Ruchu i w sklepach muzycznych w całym kraju. Ten, który leżał na mojej półce, przeżył gdzieś u kogoś ponad sześćdziesiąt lat zanim trafił niechciany do antykwariatu, prawdopodobnie przy okazji pozbywania się przez kogoś mało już dziś wartościowego księgozbioru. Ile takich egzemplarzy dotrwało do 2026 roku w stanie zdatnym do odtwarzania, nie wiem. Myślę, że niewiele.Ten, który wylądował u mnie był niemiłosiernie zgrany, a że trzymany był bez żadnej koperty to przy okazji uległ dodatkowej degradacji.

W końcu wziąłem płytę do ręki i poddałem oględzinom. Biała etykieta, niebieski druk, charakterystyczne logo Veritonu po obu stronach, z prawej strony u góry znak trójkąta z oznaczeniem „M 45″ (mono, 45 RPM) i słowo „WARSZAWA” w tekście rim na górze. Tytuł „śpiewa SŁAWA PRZYBYLSKA” i żadnego przeboju na liście utworów. Na pozór nic specjalnego i w sumie nic dziwnego, że antykwariusz pozbył się jej bez żalu. Kolejna zapomniana płyta, a to już wystarczający dla mnie powód, żeby ją posłuchać i dowiedzieć się o niej czegoś więcej.
Sławę Przybylską Jerzy Waldorff określił w 1957 roku „najpiękniejszym mikrofonowym głosem Polskiego Radia”. Rok później artystka zaśpiewała piosenkę „Pamiętasz była jesień” w filmie „Pożegnania” Wojciecha Jerzego Hasa (choć na ekranie wystąpiła aktorka Anna Łubieńska). Sam film nie odniósł wielkiego sukcesu, ale dzięki piosence Przybylska zdobyła ogromną popularność. Z czasem stała się w Polsce synonimem ballady poetyckiej, refleksyjnej i nostalgicznej. Jej styl był całkowitym zaprzeczeniem krzykliwej rozrywki. Jeśli piosenka w Polsce lat 50., 60. i 70. miała duszę, to najczęściej miała ona głos Przybylskiej. W końcu przylgnął do niej przydomek „Jesiennej Dziewczyny”, od tytułu utworu, który wykonywała w konkursie Polskiego Radia i Telewizji w 1958 roku. Przybylska stała się muzycznym uosobieniem jesiennego nastroju: jej utwory były pełne zadumy nad przemijaniem, bardzo nostalgiczne. Śpiewa też w języku jidysz i jest uznawana za jedną z najważniejszych propagatorek kultury żydowskiej w Polsce.
Stronę A mojej EP Sławy Przybylskiej otwiera utwór „Siedem strun”, ładny beguine (taniec pochodzący z Antyli) Jerzego Gerta ze słowami Ryszarda Sadowskiego, datowany w katalogach na 1960 rok. Druga piosenka na tej stronie „Nie mów mi nic” ze słowami Tadeusza Śliwiaka, to również kompozycja Gerta (tango-beguine ), który studiował w Wiedniu, przeżył pobyt w trzech obozach koncentracyjnych, a po wojnie objął dyrekcję Krakowskiej Orkiestry i Chóru Polskiego Radia.
Strona B otwiera slow-fox „Tak mało cię znam” Władysława Szpilmana ze słowami Jerzego Jurandota. To najbardziej znany utwór z tego zestawienia, wydany w 1991 roku w tym samym wykonaniu na składance Piosenki Władysława Szpilmana – Tych lat nie odda nikt (Muza SX 3043). Piosenka doczekała się nawet angielskojęzycznej adaptacji Wendy Lands („Dancing With Antonio”, 2002).
Płytę zamyka chyba najbardziej interesujący w warstwie tekstowej utwór „Kuglarze”, walc Henryka Klejnego ze słowami Tadeusza Urgacza. Jest to piosenka o smutnych członkach wędrownej trupy cyrkowej. Inspiracją dla powstania tego utworu był film Ingmara Bergmana „Wieczór kuglarzy” (Gycklarnas afton, 1953), czyli opowieść o wędrownych cyrkowcach żyjących w skrajnej nędzy, podróżujących po prowincji i utrzymujących się z coraz bardziej rozpaczliwych występów. Bergman uchwycił w tym filmie ciężar bycia artystą, brzemię tułaczki, melancholię ludzi „śmiejących się na pokaz”. Tę właśnie bergmanowską gorzką melancholię Urgacz oddał w pozornie wesołym walczyku napisanym dla Sławy Przybylskiej. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych do motywu „kuglarzy” w polskiej poezji śpiewanej powrócił Jacek Kaczmarski, w swojej własnej, dużo bardziej politycznej wersji.
Druga strona tej bardzo trzeszczącej płytki dużo bardziej przypadła mi do gustu, choć bardziej jako szansa na podsycenie nostalgii przemijającym czasem i odchodzącymi do lamusa piosenkami i wykonawcami.
Sława Przybylska wydała w trakcie całej swojej kariery ok. 20 albumów studyjnych, 11 mini albumów EP i 16 singli, a także kilkanaście składanek. Jej płyty osiągały kiedyś nakłady rzędu setek tysięcy egzemplarzy. W latach 60. każda jej nowa płyta była wydarzeniem ogólnopolskim. Płyta Ballady i piosenki z 1964 roku była wielokrotnie tłoczona i wznawiana. Płyty Przybylskiej ukazywały się także za granicą, np. w ZSRR gdzie cieszyła się statusem gwiazdy formatu Anny German.
W dniu, w którym piszę ten artykuł, czyli 24 kwietnia 2026 roku, ma miejsce premiera nowej płyty Sławy Przybylskiej „Pieśni Poetów Żydowskich”. Artystka ma obecnie 94 lata co czyni ją jedną z najdłużej nagrywających artystek w historii światowej muzyki.
Podziel się swoją opinią