Musiałem zacząć poszerzać formułę tego bloga i pisać teksty muzyczne, aby zrozumieć jakie znaczenie miała dla mnie muzyka z lat 1978-1979 i jak wielki wpływ wywarła na moją wrażliwość w tym zakresie. To, że najlepsza muzyka powstawała w latach 70-tych (z wyjątkiem albumów The Beatles w wcześniejszej dekady) to każdy przecież dobrze wie nic więc dziwnego, że na mojej liście Top 20 znalazło się 13 płyt z lat 70-tych (dodatkowo 1 płyta z lat 60-tych, jedna z lat 80-tych, dwie z lat 90-tych i trzy wydane po 1999 roku).
Gdybym miał wskazać na jeden konkretny moment w historii, który jest muzycznie „moim” to byłyby to bez wątpienia lata 1978 – 1979. Mimo, że określa się tamten okres mianem Ery Disco (największą gwiazdą był wtedy obok ABBY zespół Bee Gees) to wtedy były nagrywane i wydawane wybitne płyty najlepszych rockowych artystów i zespołów tamtej dekady. W poniższym zestawieniu umieszczam te, które szczególnie przypadły mi do gustu i/lub powszechnie są uważane za płyty dekady.
1978
- Dire Straits – Dire Straits (genialny debiut, wielka płyta od początku do końca)
- …And Then There Were Three… – Genesis (nagrana już jako trio i wielki debiut Phila Collinsa m.in. z hitem „Follow You, Follow Me”)
- Équinoxe – Jean-Michel Jarre (lata 70-te to wielki boom na muzykę elektroniczną, a ta płyta to jedna z dwóch najlepszych Jarre’a)
- Hemispheres – Rush (dziś uważana za jedną z najważniejszych płyt w historii rocka progresywnego)
- Live and Dangerous – Thin Lizzy (kolejne arcydzieło muzyki koncertowej)
- Skynyrd’s First and… Last – Lynyrd Skynyrd (płyta, która miała się nie ukazać, a zawiera kilka wybitnych utworów muzyki z Południa Stanów)
- Tormato – Yes (najszybciej sprzedająca się płyta tej grupy, zarazem ostatnia nagrana z udziałem wokalisty Jona Andersona i klawiszowca Ricka Wakemana, świetny album z przepiękną okładką)
- Children of Sanchez – Chuck Mangione (soundtrack z filmu pod tym samym tytułem, piosenka tytułowa przyniosła kompozytorowi nagrodę Grammy, jedna z najważniejszych kompozycji dekady lat 70-tych)
- The Man-Machine – Kraftwerk (muzyka elektroniczna rodem z Niemiec, dwa wielkie hity: „Model” i „The robots”)
- Darkness on the Edge of Town – Bruce Springsteen (jedna z najważniejszych płyt Springsteena, a na niej wielki przebój „The Promised Land”)
1979
- Slow Train Coming – Bob Dylan (na gitarze zagrał gościnnie Mark Knopfler, pierwsza tzw. chrześcijańska płyta Dylana)
- Highway to Hell – AC/DC (wszyscy tej płyty słuchali bo nikt inny takiego łomotu wtedy nie grał, do dziś utwór tytułowy to jeden z najczęstszych coverów granych przez innych wykonawców)
- Discovery – Electric Light Orchestra (trzy wielkie hity: „Confusion”, „Last Train to London” i „Don’t Bring Me Down”)
- The Wall – Pink Floyd (oprócz „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” bez wątpienia najwybitniejszy concept album w historii)
- Live Killers – Queen (genialny koncert, mimo tylu lat nadal wymiata)
- Breakfast in America – Supertramp (najlepsza płyta tej grupy, kilka wielkich hitów np. „The Logical Song”, nadal świetnie się jej słucha)
- London Calling – The Clash (niespecjalnie moja bajka, ale wszyscy twierdzą, że to najważniejsza płyta lat 70-tych)
- Reggatta de Blanc – The Police (jeśli płyta rozpoczyna się od utworu „Message in a Bottle” to raczej nie ma tu już nic do dodania)
Może pomijając dwie ostatnie (The Clash i The Police) reszta płyt była u mnie notorycznie grana i większość testów piosenek znałem wtedy na pamięć. A że horyzonty miałem szerokie to jednocześnie na tapecie miałem m.in. polski album „Teatr na drodze” grupy 2 plus 1.
Jeśli żaden z powyższych tytułów nic Ci nie mówi to proponuję przejażdżkę wehikułem czasu. Zaparz sobie dzbanek dobrej herbaty i przesłuchaj te płyty od deski do deski, choćby dla czystej ciekawości. Ta muzyka w ogóle się nie zestarzała i dalej wzbudza potężne emocje.