Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale osobiście uważam, że Budka Suflera miała dwa naprawdę udane okresy w swojej twórczości: ten pierwszy z płytami „Cień wielkiej góry” i „Przechodniem byłem między wam” oraz ten z Felicjanem Andrzejczakiem, z którym zarejestrowano tylko trzy piosenki, ale każda z nich stała się hitem „Jolka, Jolka pamiętasz”, „Czas ołowiu” i „Noc komety”. I choćby nie wiem jak bardzo Krzysztof Cugowski dawał czadu swoim magnetycznym głosem to i tak Jolka jest i będzie zawsze kultowym polskim przebojem wszechczasów.
Może przesadzam, ale fakt, że Budka nie wydała z Andrzejczakiem żadnej płyty długogrającej jest moim zdaniem jedną z największych pomyłek w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Gdzieś w archiwum pewno leżą taśmy demo albo już nawet gotowe utwory nagrane na taki album, ale pewno nigdy nie zobaczą światła dziennego. A wszystko to przez składankę „Budka Suflera 1974 – 1984”, którą zespół postanowił wydać na 10-lecie swojej kariery.
To wtedy z uwagi na słabej jakości materiały z pierwszych płyt muzycy zaprosili swojego byłego wokalistę Krzysztofa Cugowskiego na wspólne nagranie nowych wersji wybranych utworów, a kiedy Cugowski zaczął ponownie dogadywać się z kolegami z Budki współpraca z Felicjanem Andrzejczakiem została zakończona. Piosenki przygotowane na nową płytę zostały przearanżowane pod wokal Cugowskiego i wydane pod tytułem „Czas czekania, czas olśnienia”. Co ciekawe podobno Andrzejczak zdążył już zarejestrować wokal na piosenkę tytułową, a autorem tekstu był Marek Dutkiewicz, ten sam, który napisał też „Jolka, Jolka pamiętasz”. W nowej wersji z wokalem Cugowskiego nagrano zupełnie nowy tekst Tomasza Zeliszewskiego.
Na szczęście na przygotowywanej wcześniej składance „Budka Suflera 1974 – 1984” zostały już umieszczone utwory „Jolka, Jolka pamiętasz” oraz „Czas ołowiu” i jest to jedyny winyl, na którym można je znaleźć. To z tego powodu postanowiłem tę płytę mieć w swojej kolekcji. Nawiasem mówiąc piosenka „Noc komety” ukazała się jedynie na CD „Greatest Hits II” (1999 r.) – kolejny bumer, bo dla ludzi, którzy wychowywali się na muzyce z lat 70-tych i początku 80-tych to jest jeden z kultowych kawałków.
Miałem kiedyś Helikopter, bo tak z racji na okładkę nazywana była ta płyta, ale na przestrzeni lat gdzieś mi się zawieruszyła i ostatnio znalazłem bardzo dobrej jakości egzemplarz na Olx-ie. Krążki te potrafią osiągnąć wysokie ceny na Allegro (nawet do 200-300 zł), a mnie udało się dogadać na dość niską kwotę.
Okładka


Etykiety


Matryce
Moja płyta ma następujące kody matryc:
Strona 1: S3X 2180 A-4
Strona 2: S3X 2180 B-6
Inny znany wariant kombinacji matryc spotykany w oryginalnym wydaniu to -4 / -3.
Podziel się swoją opinią