Sofia, ulica Hajduszka Polana 6. Szary, betonowy budynek, który przez pół wieku był jedynym oknem, przez które bułgarska młodzież mogła zobaczyć Zachód — i to okno uchylano bardzo ostrożnie. Balkanton, państwowe przedsiębiorstwo produkcji płyt gramofonowych, powstał w 1952 roku jako monopolista w kraju, w którym słowo „monopol” w muzyce brzmiało równie naturalnie jak „plan pięcioletni”.
A jednak to właśnie z tej tłoczni wyszły jedne z najdziwniejszych, najbardziej wzruszających i najbardziej poszukiwanych dziś przez kolekcjonerów wydań Beatlesów, Sinatry i Queen w całym bloku wschodnim.
Kompromis w winylu
Historia Balkantonu to historia ciągłego balansowania. Z jednej strony partia Todora Żiwkowa, z drugiej — młodzież, która Radio Luxembourg łapała na tranzystorach pod kołdrą. Autor magazynu No Recess ujął to tak: po latach prób wyplenienia rocka z każdego zakątka, bułgarska partia komunistyczna nagle złagodziła kurs wobec tej muzyki. Niektórzy widzieli w tym polityczne wyrachowanie — sposób, by zniechęconej młodzieży nie przyszło do głowy robić rewolucji. Inni twierdzili, że Żiwkow zawsze szukał zbliżenia z Zachodem.
Efekt był taki, że pod koniec lat 70. Balkanton dostał zielone światło, by licencjonować albumy zachodnich gigantów — Beatlesów, Paula Anki, Lizy Minnelli — zwykle sześć do dziesięciu lat po oryginalnych premierach. Spóźnione, okrojone, często z innymi okładkami — ale prawdziwe.
„Popular Singers” — niemożliwy album
W 1970 roku Balkanton wydał pod numerem katalogowym BTA 1206 kompilację, która do dziś pozostaje jednym z najbardziej fascynujących dokumentów muzycznego zimnowojennego handlu: Популярни Певци (Popular Singers). Na stronie B, między Niną Sinatrą a Miną, ukryto „Oh, Darling” Beatlesów, a całość zamyka „Hey Jude” — w wykonaniu Toma Jonesa.
To właśnie w tej kolejności Bułgarzy usłyszeli Beatlesów po raz pierwszy oficjalnie. Rosyjski badacz z Petersburga Nikołaj Kozłow, cytowany przez serwis beatlesvinyl.com.ua, ustalił, że „Oh, Darling” obcięto o 35 sekund na początku, o 3 sekundy na końcu, a mono zrobiono nie przez zmiksowanie kanałów, tylko z samego lewego kanału oryginału. Tak brzmiała cenzura inżynieryjna — nie ideologiczna, lecz techniczna, ale efekt ten sam: wersja zubożona, „udomowiona”.
Album doczekał się co najmniej dwunastu wariantów okładki — w bułgarskim, angielskim, rosyjskim — drukowanych na cienkim papierze, tekturze, kartonie laminowanym. Kolekcjoner w Sofii, Ruse czy Plewen nie miał szans dostać dwóch identycznych egzemplarzy.
Więcej o tym wydawnictwie piszę tutaj.
Битълс — Beatlesi po bułgarsku
Dopiero w 1979 roku, dekadę po Abbey Road, Balkanton wydał pełnoprawny album firmowany nazwą zespołu: Битълс (BTA 1789). Na tylnej okładce znalazła się krótka biografia po bułgarsku, zakończona cytatem sir Johna Lennona — gest niemal wzruszający, bo w 1979 Lennon nie był jeszcze „sir”, a do jego śmierci pozostawał rok. Bułgarski redaktor najwyraźniej chciał oddać artyście szacunek w jedyny sposób, jaki znał.
Pięć lat później, w 1982, pojawiło się bułgarskie Love Songs (BTA 1141) — z czerwonymi etykietami i ciemnobrązową rozkładaną okładką imitującą skórzaną oprawę oryginału; „(p) 1977 EMI Records Ltd., wyprodukowano na licencji przez Balkanton w Bułgarii”.
Prawdziwa perła wyszła spod pras dopiero wcześniej — bułgarskie Wings Greatest McCartneya. Serwis Beatles Blog odkrył, że na stronie A brakowało „Live and Let Die”; w miejscu tytułu wydrukowano „Manufactured under licence by Balkanton in Bulgaria” Komentujący blog Terry zauważył przytomnie: „Podejrzewam, że to raczej polityka niż licencja. Filmy o Bondzie gloryfikowały zachodnich szpiegów pokonujących zagranicznych złoczyńców — w tym komunistów. W Europie Wschodniej nie byłoby to mile widziane”. Cenzura przez pominięcie — elegancka, cicha, bułgarska.
Bułgarska odpowiedź na Beatlesów

Balkanton nie żył samą licencją. Grupa Щурците (Szturcite, „Świerszcze”) była określana jako „bułgarska odpowiedź na Beatlesów”, a jej basista Kirił Mariczkow został ojcem chrzestnym serii BG Rock — podetykiety, która pod koniec lat 80. wydawała rodzimy punk, new wave i heavy metal. Походът zespołu Ахат z 1989 — z rycerzem chwytającym błyskawicę mieczem na okładce — do dziś jest wśród zachodnich kolekcjonerów egzotyki rockowej pozycją kultową.
Epilog
Balkanton zamilkł pod koniec lat 90. Budynek przy Hajduszka Polana stoi dalej. Na sofijskich pchlich targach bułgarskie winyle leżą w skrzynkach obok fałszywych ikon i radzieckich medali. Dla kolekcjonera z Zachodu to ciekawostka za pięć euro. Dla nas, którzy znamy tę muzykę, to coś więcej — dowód, że za żelazną kurtyną ktoś bardzo się starał, by „Hey Jude” zabrzmiało, nawet jeśli musiał je zaśpiewać Tom Jones.
