No Woman, No Cry to jedna z najbardziej poruszających piosenek Boba Marleya — utwór, który łączy w sobie melancholię, pocieszenie i autobiograficzny realizm. Piosenka przenosi słuchacza do Trench Town, ubogiej części Kingston na Jamajce, gdzie Marley dorastał i skąd czerpał siłę oraz inspirację. Mimo nostalgii, to nie lament — to pieśń wsparcia i nadziei.
Marley tłumaczył to najprościej jak potrafił: „To nie jest piosenka o smutku. To piosenka, która mówi, że wszystko będzie dobrze”.
Co ciekawe, tekst formalnie przypisany jest do Vincenta Forda, przyjaciela Marleya z Trench Town, który prowadził tam małą stołówkę. Wielu badaczy twierdzi, że Marley celowo „oddał” mu prawa autorskie, aby zapewnić mu źródło utrzymania — co tylko wzmacnia legendę tej piosenki jako aktu empatii i braterstwa, a nie komercyjnego „hitowego” singla.
Utwór od lat zbiera również entuzjastyczne opinie krytyków. Dziennikarz Rolling Stone, opisując koncertową wersję z 1975 roku, nazwał ją „jednym z najpotężniejszych hymnów pocieszenia, jakie kiedykolwiek trafiły na scenę rockową”. Podkreślano, że Marley potrafił w jednej frazie zawrzeć więcej ciepła i solidarności niż inni artyści w całej karierze. „No Woman, No Cry” stało się czymś więcej niż piosenką — stało się symbolem, który przypomina, że niezależnie od trudności, nie jesteśmy sami.