Wychowałem się w domu z gramofonem oraz płytami szelakowymi i winylowymi. Zbierał je mój dziadek (stąd Chór Czejanda), a potem mój wujek (m.in. Trubadurzy, Czerwone Gitary i Krzysztof Klenczon). Kiedy mi się nudziło to słuchałem je po kolei, uczyłem się tekstów na pamięć i na cały głos śpiewałem przebojową „Balladę Wagonową” z pierwszego albumu Maryli Rodowicz Żyj mój świecie (1970), nota bene nagranego bez perkusji, a także „Port” Klenczona.
Wujek poszedł do wojska, potem wrócił i ożenił się, a ja już kupowałem swoje płyty i pocztówki dźwiękowe. Wtedy zaczęła się epoka węgierskiego rocka i za skrzętnie gromadzone kieszonkowe kupowałem w sklepie płyty Omegi, Locomotivu GT i co tylko się dało. Na winyle z Zachodu nigdy nie było mnie stać, ale kiedy nadziany kumpel z klasy upuścił na podłogę Machine Head Deep Purple to wydałem wszystkie oszczędności, żeby odkupić płytę z odłamanym brzegiem (legendarny „Highway Star” zaczynał się dopiero w drugiej minucie, ale solówka była w całości i to się liczyło).
W 1980 r. kupiłem swój pierwszy LP Beatlesów (składankę wydaną w NRD przez wytwórnię Amiga), ale nocami śnił mi się Sgt. Pepper Lonely Heart’s Club Band i obiecałem sobie, że kiedyś będę miał tę płytę. Po wielu latach na mojej półce stanęły pierwsze pressy niemal wszystkich albumów The Beatles, a także cała masa innych wspaniałych płyt i z podszytej wieloletnią tęsknotą pasji do muzyki narodził się YouTube’owy serial pt. Winyle Na Wideo. Opowiadam o tym zresztą w poniższym filmie.