W swojej kolekcji mam też dwupłytowy album koncertowy Yesshows wydany w listopadzie 1980 roku (Atlantic – K60142) na kilka miesięcy przed rozwiązaniem grupy. Zawiera on nagrania zarejestrowane podczas koncertów w latach 1976-1978, w tym utwór „Don’t Kill The Wale” nagrany w 1978 r. w Londynie.
Kupiłem ten album całkiem przypadkowo bo nie miałem tego w planach, ale dostałem specjalną ofertę przy kupnie innej płyty i dobrałem go sobie trochę pod wpływem impulsu, a częściowo też dlatego, że bardzo lubię płyty koncertowe i akurat ta wpadła mi wtedy w ręce. Tak czy inaczej to bardzo ciekawy materiał, momentami mocno psychodeliczny (strona 4 miejscami wręcz trudna w słuchaniu) i z długimi partiami reakcji publiczności.
Historia powstania albumu
Yesshows to drugi oficjalny album koncertowy Yes, wydany w grudniu 1980 roku w momencie, gdy zespół przechodził przez jeden z najtrudniejszych okresów w swojej historii. Płyta miała być podsumowaniem dokonań grupy z lat 1976–1978, a jej wydanie nadzorował Chris Squire. Atlantic Records zbliżało się do końca roku i chciało wypuścić live album, a Squire miał gotowe miksy, które zostały wydane jako finalny produkt. Materiał pochodzi z pięciu konkretnych koncertów: Cobo Arena w Detroit (17 sierpnia 1976), Festhalle we Frankfurcie (18 listopada 1977), Ahoy-Halle w Rotterdamie (24 listopada 1977) i dwukrotnie z Empire Pool w Wembley (27 i 28 października 1978).
Struktura albumu jest wyjątkowa, bo prezentuje dwa składy z różnych er. „The Gates of Delirium” i „Ritual” to dwa najdłuższe i najtrudniejsze utwory, zajmujące całą stronę B i prawie całą C oryginalnego winyla i pochodzą z koncertu z Detroit z 1976 roku z Patrickiem Morazem na klawiszach, podczas trasy promującej Relayer. Moraz, szwajcarski pianista jazzowy z korzeniami fusion, nadał tym nagraniom charakterystyczny, bardziej improwizacyjny charakter. Pozostałe nagrania: „Parallels”, „Going for the One”, „Time and a Word” i „Wonderous Stories” z Rotterdamu i Frankfurtu (1977), oraz „Don’t Kill the Whale” z Wembley (1978) mają już Ricka Wakemana z powrotem za klawiaturami.
To zestawienie dwóch interpretatorów tej samej muzyki jest jedną z najciekawszych cech albumu dla kolekcjonera i fana: ten sam materiał z Relayer w rękach Moraza i Wakemana brzmiałby zupełnie inaczej, ale oba podejścia dowodzą muzycznej głębi tych kompozycji. Warto też odnotować obecność „Time and a Word”, niespodziewanego powrotu do drugiego albumu Yes z 1970 roku, jak gdyby Squire chciał nakreślić pełne spektrum dekady.
Szczególnie interesujące jest porównanie live wersji nagrań z Tormato z ich studyjnymi odpowiednikami. Jak opisano w artykule poświęconym tamtemu albumowi, brzmienie Tormato było fatalne z powodu błędu technicznego. Nagrania zmiksowano bez dekodowania Dolby A, co odkryto dopiero w 2013 roku. Efekt był taki, że live wersja „Don’t Kill the Whale” na Yesshows brzmi o niebo lepiej niż na studyjnym Tormato, co jak zauważył jeden z recenzentów, „nie jest trudnym osiągnięciem, biorąc pod uwagę, że cały Tormato brzmi jak zarejestrowany w szeregu szaf i akwariów”. Wersja z Wembley ma energię i dynamikę, której nagranie studyjne zostało brutalnie pozbawione przez techniczny błąd.
Wydanie albumu nastąpiło już po premierze Dramy, kiedy w zespole śpiewał Trevor Horn z The Buggles, a na klawiszach grał Geoff Downes. Yesshows pełniło więc podwójną funkcję: było sentymentalnym powrotem do ery Jona Andersona, która wydawała się wtedy bezpowrotnie zamknięta, ale też dowodem na to, że tamta era naprawdę istniała i brzmiała lepiej niż niejedna studyjna pamiątka po niej. Wakeman, który był poza zespołem w momencie wydania, powiedział że miksy Squire’a były „dobre, ale nic ekscytującego. Następną rzeczą, jaką wiedziałem, było to, że ktoś dał mi egzemplarz”. Anderson i Howe też nie byli zachwyceni, ale White, Squire i Moraz podeszli do wydawnictwa cieplej.
Okładka autorstwa Rogera Deana, czyli dla estetyki Yes surrealistyczny krajobraz ze skalnymi formacjami domknęła wizualnie dekadę lat 70. To trzecia z kolei okładka Deana wykonana dla Yes w ciągu czterech lat, po tym jak grupa Hipgnosis przejęła obowiązki na albumach Going for the One i Tormato. Powrót Deana do projektowania dla Yes zamknął estetyczny krąg złotej ery zespołu.
Okładka




Etykiety
W odróżnieniu od płyty „Tormato” ten album otrzymał zwykłe, typowe etykiety wytwórni Atlantic Records, używane powszechnie w latach 70-tych i 80-tych.


Matryce
Mój egzemplarz ma następujące numery matryc, wskazujących na oryginalne pierwsze brytyjskie tłoczenie:
Strona 1: K 60142 A-20 W-15
Strona 2: K 60142 B-20 W-14
Strona 3: K 60142 C-20 W-14
Strona 4: K 60142 D-20 W-13